-Jak to mówią, wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej... - Sarah odrzekła z wyraźną nutą sarkazmu w głosie, wchodząc do swojego domu w Thornhill.
-Mogłabyś sobie darować. - burknęła z poirytowaniem Rosanna.
Siostra posłała jej mordercze spojrzenie, po czym udała się do swojego "byłego" pokoju. Rzuciła swoje rzeczy na podłogę, rozejrzała się, po czym odwróciła się na pięcie i wyszła.
-Nie pomożesz nam z meblami? - zapytał Dustin, jej ojciec, widząc, że zmierza ku drzwiom wyjściowym.
-Nie. - odparła, po czym wyszła z domu.
-Hales, Heather! - krzyknęła Sarah z radością, widząc swoje przyjaciółki. - Widzę, że wiele się zmieniło. Heath, schudłaś... w końcu! A ty Haley.... słodka jak zawsze. - Dziewczyny uśmiechnęły się delikatnie, nic nie mówiąc. - Gdzie Skye i Claire? - zapytała zaciekawiona.
-Straciłyśmy kontakt niedługo po twoim wyjeździe. - poinformowały ją ze smutkiem. Sarah wyraźnie się tym przejęła.
***
Lane pakowała ubrania do torby. Trudno jej się było rozstać z rodzinką. Mimo wszelkich kłótni, smutków, nieporozumień i tak będzie za nimi tęskniła. Szczególnie za Nickiem. Jej brat był jej najlepszym przyjacielem. Pomagał jej w trudnych chwilach, bronił przed matką. Dziewczyna nie wyobrażała sobie życia bez niego. Chciała odejść bez pożegnania. Wolała oszczędzić sobie łez. Ale nie umiała. Nie umiała zostawić ich wszystkich. Myśli toczyły bitwę w jej głowie. Zostać czy nie? Była rozdarta.-Laney. Chciałabyś się wybrać na film. Tyler dzwonił i... Dlaczego płaczesz? - Nick zastał swoją siostrę chlipiącą z twarzą w poduszce, w pozycji embrionalnej. - Czy coś stało się z mamą? Powiedz. - zachęcił, siadając koło niej na łóżku.
-Nick, ja... - dziewczyna starała się mówić ze spokojem. - Ja chyba wyjadę... - odparła ścierając krople spływające po policzkach.
-Tak. Na wyspę Wstępwzbronionymeredithhughesjakiejkolwiekbezwyjątków. - odparł z uśmiechem. Miał nadzieję, że siostra żartuje. Gdy zobaczył, że dziewczyna się nie uśmiecha, spoważniał. - Mówisz poważnie... Ale dlaczego?
***
Biblioteka była chyba jedynym miejscem, w którym Skyler czuła się dobrze. Nikt, kto mógłby jej przeszkodzić w zagłębianiu się w lektury książek, żadnych denerwujących rodziców... wprost idealnie. Siedziała przy stoliku, pogrążona w 'The Book Thief', jej ulubioną książkę, którą z resztą czytała po raz setny.
-Czemu mnie to nie dziwi? Sky w bibliotece! - niewysoka blondynka podeszła do jej stolika.
-Claire! Miło Cię widzieć - uśmiechnęła się przyjaźnie.
-Ciebie również - koleżanka odwzajemniła uśmiech.
-Co u Ciebie słychać? - zapytała Skyler.
-Niewiele. Słyszałaś, że Sarah wróciła?
-Sarah? Donovan? -zapytała zdziwiona Skyler.
-Tak. Ta sama.
-Ciekawe...
-Ale ja nie uciekam. Ja tylko chcę zacząć nowe życie. - Lane odparła spokojnie.
-Jak masz zamiar to zrobić?
-Szczerze? Nie mam pojęcia. - to nie była jednak szczera odpowiedź.
-To zostań. - brat powiedział łagodnie.
-Czemu? Podaj mi chociaż jeden powód.
-No nie wiem, może dlatego, że ja tu jestem. - odpowiedział jej ze smutkiem w głosie.
-Nick... - zaczęła, gdy brat nagle ją pocałował. Odepchnęła go niemal od razu. - Co ty robisz?
-Ja... nie wiem. Musiałem.
-Myślałeś, że to by mnie przekonało? No nie wydaje mi się. Teraz nawet jeszcze bardziej chcę wyjechać. - odparła zimno.
-Nie rób tego. Ja cię, cholera, kocham! - krzyknął, ale ton jego głosu pozostawał spokojny.
-Przestań. - Lane zamykała już torbę. Zarzuciła ją na ramię i ruszyła do drzwi.
-Nie zrobisz tego. - założył Nicholas.
-No to patrz! - rzuciła lodowatym tonem i szła dalej.
-Znajdę cię. Zawsze. Kocham cię, słyszysz?! - krzyczał za nią. Lecz dziewczyna szła dalej, pozostawiła przeszłość w tyle. Uroniła jedynie kilka symbolicznych łez, żegnając dom. Kierowała się w stronę przystanku autobusowego. Kierunek: Thornhill.
-Czemu mnie to nie dziwi? Sky w bibliotece! - niewysoka blondynka podeszła do jej stolika.
-Claire! Miło Cię widzieć - uśmiechnęła się przyjaźnie.
-Ciebie również - koleżanka odwzajemniła uśmiech.
-Co u Ciebie słychać? - zapytała Skyler.
-Niewiele. Słyszałaś, że Sarah wróciła?
-Sarah? Donovan? -zapytała zdziwiona Skyler.
-Tak. Ta sama.
-Ciekawe...
***
-Wiem, że Meredith nie traktuje Cię zbyt dobrze, ale to nie jest powód do ucieczki. - powiedział Nicholas.-Ale ja nie uciekam. Ja tylko chcę zacząć nowe życie. - Lane odparła spokojnie.
-Jak masz zamiar to zrobić?
-Szczerze? Nie mam pojęcia. - to nie była jednak szczera odpowiedź.
-To zostań. - brat powiedział łagodnie.
-Czemu? Podaj mi chociaż jeden powód.
-No nie wiem, może dlatego, że ja tu jestem. - odpowiedział jej ze smutkiem w głosie.
-Nick... - zaczęła, gdy brat nagle ją pocałował. Odepchnęła go niemal od razu. - Co ty robisz?
-Ja... nie wiem. Musiałem.
-Myślałeś, że to by mnie przekonało? No nie wydaje mi się. Teraz nawet jeszcze bardziej chcę wyjechać. - odparła zimno.
-Nie rób tego. Ja cię, cholera, kocham! - krzyknął, ale ton jego głosu pozostawał spokojny.
-Przestań. - Lane zamykała już torbę. Zarzuciła ją na ramię i ruszyła do drzwi.
-Nie zrobisz tego. - założył Nicholas.
-No to patrz! - rzuciła lodowatym tonem i szła dalej.
-Znajdę cię. Zawsze. Kocham cię, słyszysz?! - krzyczał za nią. Lecz dziewczyna szła dalej, pozostawiła przeszłość w tyle. Uroniła jedynie kilka symbolicznych łez, żegnając dom. Kierowała się w stronę przystanku autobusowego. Kierunek: Thornhill.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz