wtorek, 19 sierpnia 2014

chapter 3.

29 Sierpnia 2013 r.
Promienie słońca delikatnie tańczyły na twarzy Lane. Spała smacznie, opierając głowę o szybę autobusu. Zbudziły ją lekkie turbulencje. Spojrzała na zegarek. 6:37. W Pittsburghu powinna być koło 8:30, więc pozwoliła sobie na kilkanaście dodatkowych minut snu. W głowie ciągle odtwarzała wczorajszy dzień. Nie mogła uwierzyć w to, co się działo. Czuła się tak, jakby żyła w telenoweli pełnej intryg i tajemnic. Właściwie, to z czystym sercem mogłaby powiedzieć, że niejedna stacja telewizyjna z chęcią kupiłaby od niej prawa do jej życia, aby tylko uwiecznić je na filmie. Myślała o swoim bracie. To był jej pierwszy pocałunek. Żałowała, że to się stało. Wszystko się jeszcze bardziej skomplikowało. Bardziej, niż ona by tego chciała. Zasnęła szybko. Tyle wrażeń, nie koniecznie pozytywnych, sprawiło, że była niesamowicie zmęczona.

***

-Sarah, słonko, obudź się. - wesoły głos obudził dziewczynę. Otworzyła oczy, jej oczom ukazała się mama, trzymająca tacę z jedzeniem. - Śniadanie do łóżka. Zrobiłam naleśniki z jagodami, twoje ulubione.
-Czy ty jesteś normalna? Nie jadłam śniadania w łóżku od kiedy miałam dziesięć lat! - skarciła ją nastolatka - To po pierwsze. A po drugie, nie mam zamiaru jeść naleśników, wiesz ile tam jest kalorii i tłuszczu? - zapytała oburzona.
-Przepraszam skarbie, myślałam, że śniadanie do łóżka w pierwszy dzień w domu, będzie dobrym pomysłem. - odparła cicho mama
-No to chyba się myliłaś... - rzuciła Sarah - A teraz możesz sobie już iść, muszę się przebrać. - powiedziała, po czym wygoniła matkę gestem ręki. Kobieta wyszła zawiedziona. 
Dziewczyna wstała i udała się do garderoby, gdzie wybrała jedną z prawie stu sukienek. Dobrała do niej buty, które najbardziej spodobały się jej z około stu pięćdziesięciu par. Na koniec dopasowała dodatki oraz zgarnęła odpowiednią torebkę. Cały zestaw rzuciła na łóżko. Poszła do łazienki wziąć prysznic. Po nim pomalowała się i założyła ubranie. Wyszła z pokoju. Skierowała się do kuchni, gdzie wypiła szklankę wody. 
-Wychodzę, może wrócę. - krzyknęła. Wzięła klucze do swojego cabrioleta i zniknęła za drzwiami.

***

Skyler nieczęsto przebywa w sklepach, lecz jak już to robi, to potrafi tam spędzić godziny. Wybrała się dziś do galerii, z chęcią kupienia jakiejś sukienki, nowej bluzki czy chociażby paru książek. Przeglądając ubrania zauważyła znajomą twarz. Podeszła do niewysokiej brunetki,
-Sarah? - zapytała niepewnie. Dziewczyna odwróciła się i przywitała przyjaciółkę uśmiechem.
-Skyler. Dobrze cię widzieć. - odparła łagodnie.
-Tak myślałam, że to ty. Słyszałam, że wróciłaś... Tak się cieszę!
-Ja również. Powiedz, co tam u ciebie słychać.
-Niewiele... Vanessa przyjeżdża za niedługo do domu. Mam nadzieję, że nie ma zamiaru zostać...
-Dalej jest taką... - Sarah szukała odpowiedniego słowa. - ... wiedźmą? - W odpowiedzi przyjaciółka jedynie kiwnęła twierdząco głową. - No to, mogę jedynie powiedzieć, że mi przykro. - uśmiechnęła się lekko. Nagle rozbrzmiał dźwięk jej komórki. - Przepraszam cię, muszę odebrać. - odparła i odwróciła się od Skyler. - Tak? - odparła do telefonu.
-Sarah? Jestem w Thornhill, możesz jakoś po mnie przyjechać?
-Gdzie jesteś? - zapytała z lekkim oburzeniem.
-Właśnie wysiadłam z autobusu z Pittsburgha... I jestem na dworcu w Thornhill.
-Schowaj się gdzieś... w jakimś kiblu, czy coś. Przez ciebie muszę teraz zmienić wszystkie plany! Dobra, wrócę się do domu po kilka rzeczy i po ciebie przyjadę. Nie ruszaj się stamtąd. - rozkazała i się rozłączyła.

***

Lane czekała w toalecie na dworcu. Jej wzrok błądził niespokojnie po pomieszczeniu. Po kilkunastu dłużących się minutach w drzwiach pojawiła się Sarah.Gdy siostra ją ujrzała na jej twarzy pojawił się wielki uśmiech.
-Hej. Jak to dobrze cię widzieć... -powiedziała i wyciągnęła ręce w kierunku bliźniaczki.
-Wiesz jak masz teraz przesrane? - zapytała Sarah chłodnym, wyniosłym tonem. - Wybacz, obie mamy! - poprawiła się.
-Przepraszam, ale sprawy w domu się pogorszyły i już nie mogłam... - dziewczyna z trudem powstrzymywała szloch. - Nie mogłam tam zostać...
-Nie płacz... Przepraszam, nie chciałam sprawić ci przykrości. - powiedziała i przytuliła siostrę. - Wszystko będzie dobrze. - mówiła, gładząc jej włosy ręką. - Mam przyjaciela, u którego się zatrzymam podczas szukania naszej matki. Ty będziesz zastępowała mnie w domu.
-Okej. Tylko... Jak się odnajdę w twoim życiu? - zapytała Lane, gdy odsunęła się od Sary, wciąż wycierając oczy rękawem.
-Nie martw się. Dasz radę. A poza tym, mam dla ciebie małą ściągawkę... - powiedziała wyciągając z torebki plik dokumentów. - Tu masz informacje o mojej rodzinie i kilku przyjaciółkach. To powinno pomóc. - uśmiechnęła się delikatnie.
-Dziękuję. Na pewno pomoże.

***

Bliźniaczki wymieniły się ubraniami. Lane podała siostrze swój bagaż, a ta oddała jej swoją modną torbę z całą zawartością i kluczyki do samochodu.
-Kupię sobie nową komórkę i zadzwonię do ciebie z informacjami. Nie martw się, znam swój numer. - odparła Sarah i podała jej swój telefon.
-Będę za tobą tęsknić. - Lane objęła siostrę. - Nawet nie wiesz jak bardzo...
-Ja za tobą też. Nie martw się, zobaczymy się za kilka miesięcy.

piątek, 6 czerwca 2014

chapter 2.

28 Sierpnia 2013 r.
-Jak to mówią, wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej... - Sarah odrzekła z wyraźną nutą sarkazmu w głosie, wchodząc do swojego domu w Thornhill.
-Mogłabyś sobie darować. - burknęła z poirytowaniem Rosanna.
Siostra posłała jej mordercze spojrzenie, po czym udała się do swojego "byłego" pokoju. Rzuciła swoje rzeczy na podłogę, rozejrzała się, po czym odwróciła się na pięcie i wyszła.
-Nie pomożesz nam z meblami? - zapytał Dustin, jej ojciec, widząc, że zmierza ku drzwiom wyjściowym.
-Nie. - odparła, po czym wyszła z domu.

-Hales, Heather! - krzyknęła Sarah z radością, widząc swoje przyjaciółki. - Widzę, że wiele się zmieniło. Heath, schudłaś... w końcu! A ty Haley.... słodka jak zawsze. - Dziewczyny uśmiechnęły się delikatnie, nic nie mówiąc. - Gdzie Skye i Claire? - zapytała zaciekawiona.
-Straciłyśmy kontakt niedługo po twoim wyjeździe. - poinformowały ją ze smutkiem. Sarah wyraźnie się tym przejęła.

***
Lane pakowała ubrania do torby. Trudno jej się było rozstać z rodzinką. Mimo wszelkich kłótni, smutków, nieporozumień i tak będzie za nimi tęskniła. Szczególnie za Nickiem. Jej brat był jej najlepszym przyjacielem. Pomagał jej w trudnych chwilach, bronił przed matką. Dziewczyna nie wyobrażała sobie życia bez niego. Chciała odejść bez pożegnania. Wolała oszczędzić sobie łez. Ale nie umiała. Nie umiała zostawić ich wszystkich. Myśli toczyły bitwę w jej głowie. Zostać czy nie?  Była rozdarta.

-Laney. Chciałabyś się wybrać na film. Tyler dzwonił i... Dlaczego płaczesz? - Nick zastał swoją siostrę chlipiącą z twarzą w poduszce, w pozycji embrionalnej. - Czy coś stało się z mamą? Powiedz. - zachęcił, siadając koło niej na łóżku.
-Nick, ja... - dziewczyna starała się mówić ze spokojem. - Ja chyba wyjadę... - odparła ścierając krople spływające po policzkach.
-Tak. Na wyspę Wstępwzbronionymeredithhughesjakiejkolwiekbezwyjątków. - odparł z uśmiechem. Miał nadzieję, że siostra żartuje. Gdy zobaczył, że dziewczyna się nie uśmiecha, spoważniał. - Mówisz poważnie... Ale dlaczego?

***

Biblioteka była chyba jedynym miejscem, w którym Skyler czuła się dobrze. Nikt, kto mógłby jej przeszkodzić w zagłębianiu się w lektury książek, żadnych denerwujących rodziców... wprost idealnie. Siedziała przy stoliku, pogrążona w 'The Book Thief', jej ulubioną książkę, którą z resztą czytała po raz setny.
-Czemu mnie to nie dziwi? Sky w bibliotece! - niewysoka blondynka podeszła do jej stolika.
-Claire! Miło Cię widzieć - uśmiechnęła się przyjaźnie.
-Ciebie również - koleżanka odwzajemniła uśmiech.
-Co u Ciebie słychać? - zapytała Skyler.
-Niewiele. Słyszałaś, że Sarah wróciła?
-Sarah? Donovan? -zapytała zdziwiona Skyler.
-Tak. Ta sama.
-Ciekawe...

***
-Wiem, że Meredith nie traktuje Cię zbyt dobrze, ale to nie jest powód do ucieczki. - powiedział Nicholas.
-Ale ja nie uciekam. Ja tylko chcę zacząć nowe życie. - Lane odparła spokojnie.
-Jak masz zamiar to zrobić?
-Szczerze? Nie mam pojęcia. - to nie była jednak szczera odpowiedź.
-To zostań. - brat powiedział łagodnie.
-Czemu? Podaj mi chociaż jeden powód.
-No nie wiem, może dlatego, że ja tu jestem. - odpowiedział jej ze smutkiem w głosie.
-Nick... - zaczęła, gdy brat nagle ją pocałował. Odepchnęła go niemal od razu. - Co ty robisz?
-Ja... nie wiem. Musiałem.
-Myślałeś, że to by mnie przekonało? No nie wydaje mi się. Teraz nawet jeszcze bardziej chcę wyjechać. - odparła zimno.
-Nie rób tego. Ja cię, cholera, kocham! - krzyknął, ale ton jego głosu pozostawał spokojny.
-Przestań. - Lane zamykała już torbę. Zarzuciła ją na ramię i ruszyła do drzwi.
-Nie zrobisz tego. - założył Nicholas.
-No to patrz! - rzuciła lodowatym tonem i szła dalej.
-Znajdę cię. Zawsze. Kocham cię, słyszysz?! - krzyczał za nią. Lecz dziewczyna szła dalej, pozostawiła przeszłość w tyle. Uroniła jedynie kilka symbolicznych łez, żegnając dom. Kierowała się w stronę przystanku autobusowego. Kierunek: Thornhill.

czwartek, 10 kwietnia 2014

chapter 1.

26 Sierpnia 2013 r.
-Musisz się zgodzić! - odparła stanowczo Sarah. Dziewczyna nie była uległa, zawsze dostawała to czego chciała. - Muszę ją odszukać. To dla mnie naprawdę ważne!
-A dla mnie niby nie?! - rzekła z oburzeniem jej bliźniaczka. Siedziała na kanapie w mieszkaniu. Jej matka była w pracy, a brat wyszedł ze znajomymi.  - Myślisz, że nie chcę wiedzieć, kim jest nasza matka? Dlaczego mnie... porzuciła? - łzy napływały jej do oczu.
-Lane... nie płacz. - siostra otuliła ją ramieniem. To było to, czego potrzebowała. Rodzina. Ktoś, kto ją zrozumie. Nie jacyś dwulicowi ludzie, którzy ją adoptowali. Można właściwie powiedzieć, że Sarah ich nienawidzi. A jej przyrodnia siostra? Jej wróg numer jeden. Tylko przy swojej bliźniaczce mogła być sobą. Po śmierci Andrei, razem z rodziną przeprowadzili się do Atlanty, tam spotkała Lane. Wtedy zrozumiała, czemu nie pasuje do Donovanów. Została adoptowana, a nikt nie raczył jej tego powiedzieć. Dowiedziała się, co stało się z Lane. Postanowiła wtedy odszukać ich biologiczną matkę. Ale oczywiście, jej rodzinka psuje wszystko. Po roku, Julianne - matka Sary, otrzymuje swoją stara posadę w Thornhill, co sprawia, że dziewczyna musiałaby wrócić do miejsca, które przywołuje same złe wspomnienia. Nie. To nie może się dziać. Teraz potrzebuje swojej siostry bardziej niż kiedykolwiek. Ale nie dla psychicznego wsparcia. Potrzebuje jej do swojego genialnego planu. Postanawia poszukać ich matki, gdy jej siostra zajmie jej miejsce po powrocie.
-Sarah... ja wiem, że nie masz złych intencji, ale... jakby ci to powiedzieć... nie mogę zostawić mojej rodziny.
-Oszalałaś?! Twoja matka... Ta kobieta traktuje cię jak śmiecia!
-Nie ważne, jak mnie traktuje. Jesteśmy rodziną i mimo wszystko ją kocham. Mojego brata też. - mówiła spokojnie szatynka. - Pomijając fakt, że znamy się jakieś 4 miesiące, to ciebie też kocham. Dlatego się to rozważę.
-Poważnie?! - siostra krzyknęła z radości. - Dziękuję, dziękuję! - mówiła, tuląc bliźniaczkę.
-Nie ma za co... - odparła uśmiechając się lekko.
-Zgódź się. Nie pożałujesz, zobaczysz. - powiedziała Sarah, po czym jeszcze raz uścisnęła Lane i wyszła z domu.
-Mam nadzieję... - szepnęła cicho.

***

-Hej! - krzyknęła Sarah, wchodząc do mieszkania.
-Hej słoneczko. - odparła Julianne. Jej matka pochyliła się, aby pocałować córkę w policzek. Sarah odsunęła się jak poparzona, a twarz jej mamy zesmutniała. - Co tam ciekawego porabiałaś dzisiaj? - mówiła z przyklejonym uśmiechem. 
-No wiesz, spędzałam czas ze znajomymi... Musiałam się z nimi pożegnać. Bo wiesz, wyjeżdżamy z Atlanty... Tak jakby jestem bardziej towarzyska od ciebie. - dziewczyna uśmiechnęła się sarkastycznie.
-Cieszę się kochanie... - oczy Julianne zaszkliły się łzami - Idę się zająć obiadem. - powiedziała kobieta, po czym odwróciła się plecami do córki ocierając oczy. 
Sarah nigdy nie była subtelna. Można właściwie powiedzieć, że jest całkiem sukowata... Jej rodzina, która spędza z nią najwięcej czasu, prawdopodobnie ma przez nią całkiem duże uszczerbki na psychice. 
-Hej Sarah, pomogłabyś mi...
-Spieprzaj. - odparła sucho. Rosanna spojrzała na nią smutnie. 

***

Meredith usiadła przy stole obok Nicka. Lane wyciągnęła talerze z górnej szafki przy lodówce. Rozłożyła je na stole i zabrała się za nakładanie obiadu.
-Mogłabyś się troszkę pospieszyć kochana? Nie wiem jak twój przyszły mąż z tobą wytrzyma... - narzekała starsza kobieta.
-Pewnie tak jak tata z tobą... Ups. Pewnie Laney skończy tak jak ty mamusiu. Ale ona może nie będzie potrzebowała operacji plastycznej... - Nick wtrącił swoje trzy grosze. Czoło Meredith zyskało kilka dodatkowych zmarszczek. Lane uśmiechnęła się pod nosem. Starszy brat zawsze ją bronił. Mimo że czasami jego żarty bywały dość niestosowne, ona i tak wiedziała, że może na niego liczyć w każdej sytuacji.
-Dobrze synku, ty się już tak nie wymądrzaj. - powiedziała wyraźnie zmieszana kobieta. 
-Laney, pospiesz się z tym obiadem!

Rzuciła się na łóżko. Przez dłuższą chwilę zastanawiała się nad propozycją siostry. Z jednej strony kochała mieszkanie w Atlancie. Kochała Nicka, nawet kochała Meredith. Z drugiej zaś strony miała dosyć swojego życia. Z resztą to nie jest jakoś bardzo dziwne. Dziewczyna robi wszystko. Matka pracuje od 6 do 17, brat spędza większość czasu po szkole ze swoimi znajomymi, a ona... Ona ma tylko jedną przyjaciółkę, ale nie ma czasu się z nią spotkać, ponieważ zawsze jest coś do zrobienia w domu. Nick czasem żartuje sobie z niej i mówi, że jest ich prywatnym murzynem. Właściwie nie jest to do końca kłamstwo... 

***

Dzwonek komórki obudził Sarę, śpiącą na książce od literatury. 
-Taaak? - odparła zaspanym głosem.
-Zgadzam się. - usłyszała w słuchawce. Jej oczy szeroko się otworzyły. Zerwała się na nogi i podskoczyła.
-Na serio? Omójbożeomójbożeomójboże! Dzięki, dzięki! 
- Sarah, spokojnie. Nie posikaj się. - Sarah siadła z kwaśną miną. 
-Okej. Jutro wieczorem wyjeżdżamy. Daj mi jeden dzień na spotkanie z dawnymi przyjaciółkami i przyjeżdzaj.Szczegóły omówimy wtedy. - odparła spokojnie Sarah
-Dobra. W takim razie do zobaczenia w Thornhill.

niedziela, 23 lutego 2014

prologue.

30 Sierpnia, 2012 r.
-Burza i deszcz, najgorsze możliwe połączenie. - odparła brązowowłosa dziewczyna. -W taką pogodą mamy się niby dobrze bawić?
-Wyluzuj Skye... Na pewno będzie odlotowo. - powiedziała już lekko wstawiona szatynka wskazując na stół pełen alkoholu, napojów i narkotyków.
-Sarah, my nie bierzemy...
-To przynajmniej nie niszczcie nam zabawy. - w szopie rozległ się znajomy głos. W drzwiach pojawiła się długonoga blondynka, co niezmiernie ucieszyło pozostałe dziewczyny. Przydreptała do stolika, wzięła plastikowy kubek i nalała do niego nieco piwa. -Tak na dobry początek! - zaśmiała się i zajęła miejsce przy drugiej, nieco niższej blondynce.
-Więc, kto opowie nam o swoich wakacjach? - zapytała wesoło Skyler. Podniosła rękę i wskazała na nieśmiałą brunetkę. -Hales?
-Pojechałam z bratem na spływ kajakowy. Nic ciekawego się nie działo. - odpowiedziała błyskawicznie.
-Okej... - kontynuowała brązowowłosa. -A może ty Heather?
-Byłam na obozie...
-Dla grubasów! - wybuchła śmiechem pijana Sarah. Wszystkie dziewczyny zamilkły.
-Ja znów byłam u mojej babci. Świetnie się bawiłam... - odparła długonoga, zapewne by rozładować napięcie.
-Cieszę się, Andrea. - uśmiechnęła się siedząca obok niej blondynka.
-Dzięki Claire, a ty co robiłaś?
-Byłam z moimi rodzicami na pielgrzymce... Było zajebiście. - dodała sarkastycznie. -Skye?
-Czytałam książki i przeglądałam podręczniki, z których będziemy się uczyć w liceum. Materiał nie jest taki trudny, ale...
-Ja pieprzyłam się z Peytonem. A potem zerwaliśmy... - przerwała szatynka, a dziewczyny zaczęły ją pocieszać.
-Koniec tego gadania... bawmy się! - krzyknęła Andrea.

Ciemność. Uderzenie pioruna. I znowu ciemność. Heather otworzyła oczy. Wstała, podeszła do stolika i wzięła butelkę wody. Wracając potknęła się o kanapę i upadła na materac, budząc przy tym wszystkie swoje przyjaciółki.
-Idiotko! Naucz się chodzić. Przez ten tłuszcz tracisz równowagę! - krzyknęła Sarah.
-To było wredne... - powiedziała Haley, tuląc do siebie blondwłosą przyjaciółkę.
-No i co z tego... byłam szczera. - odparła z fałszywym uśmiechem.
-Ej, dziewczyny! Andrea zniknęła! - zauważyła zaniepokojona Claire.
Wstały. Skyler i Claire wzięły latarki. Wyszły na zewnątrz, aby poszukać przyjaciółki.


2 Września 2012 r.
"Minęły 3 dni od zaginięcia miejscowej dziewczyny - Andrei O'Connor. Jeżeli ją widziałeś - zadzwoń."
Takie informacje były podawane w telewizji przez cały czas. Wszyscy mówili o zniknięciu blondynki. Sarah siedziała w domu od piątku. To ona najbardziej ucierpiała przez te wieści. Całymi dniami siedziała w swoim pokoju. Zeszła do kuchni, by nalać sobie soku. Usłyszała głuche pukanie do drzwi. Spokojnym krokiem podeszła i je otworzyła. Jej twarz momentalnie zbladła, a jej serce zaczęło bić szybciej.
-Andrea! - powiedziała cicho i pomogła przyjaciółce wejść do przedpokoju. - Mój boże, co ci się stało? - zapytała troskliwie patrząc na podrapaną, ubłoconą twarz przyjaciółki. Jej ubrania były kompletnie poszarpane, a w jej włosy wplątane były gałęzie i listki.
-Ja... On... To było straszne! - wybuchła płaczem dziewczyna. Sarah zadzwoniła po resztę przyjaciółek. Przyszły najszybciej jak tylko potrafiły. Po raz pierwszy widziały Andreę tak bezbronną, nie mogącą przestać płakać.
-Opowiesz nam, co się stało? - zapytała Claire, gdy przyjaciółka się uspokoiła.
-Nie mogłam spać. Usłyszałam jakiś dziwny dźwięk, więc postanowiłam, że sprawdzę skąd dochodzi. Wyszłam z szopy i zobaczyłam dwie postacie. Jedna zaglądała do okna od twojej sypialni, Sarah. A druga stała na czatach. Gdy mnie zobaczyli, zaczęli uciekać. Kobiecy głos krzyknął: "Zajmij się nią!", i druga postać zawróciła w moją stronę. Odwróciłam się i biegłam przed siebie. Ostatnią rzeczą którą pamiętam jest to, że upadłam na ziemię, dalej ciemność. Następnego dnia obudziłam się w jakimś magazynie, był tam tylko jakiś facet. Później dowiedziałam się, że to ten, co mnie gonił. Cały czas robił nieprzyzwoite rzeczy. A potem... - w tym momencie dziewczyna znów zaczęła płakać, ale kontynuowała. - On mnie zgwałcił. - pozostałe dziewczyny ogarnął szok.
-Musisz to zgłosić na policję. - odparła Sarah.
-A co jeżeli mnie znajdzie i stanie się coś złego? - zapytała wystraszona.
-Będzie dobrze, jesteśmy przy tobie. - powiedziała Skyler przytulając przyjaciółkę.


13 Września 2012 r.
Mimo traumatycznych zdarzeń Andrea chodziła do szkoły. Zawładnęła nią w niecały tydzień. Dzisiaj miała złożyć zeznania na policji dotyczące sierpniowej nocy. Wracając razem z Sarą ze szkoły blondynka zajrzała do skrzynki na listy. Była tam koperta zaadresowana do niej.  Otworzyła ją i wyciągnęła małą kartkę na której pisało "Powiesz - pożałujesz" Osoba podpisała się jako "A". Uznając to za głupi żart Andrea wrzuciła kopertę wraz z jej zawartością do kosza.

Wychodząc z posterunku policji Andrea odetchnęła z ulgą. Pewnie cieszył ją fakt, że może spać spokojnie, bo łotr, który ją skrzywdził prędzej, czy później zostanie złapany. Samochód jej mamy zaparkowany był przed budynkiem. Nikogo nie było w środku. Dziewczyna wyciągnęła telefon i wybrała numer. Nikt nie odbierał. Nie przejmowałoby to ją tak bardzo, gdyby nie czuła, że ktoś ją obserwuje.Co chwile słyszała trzask gałęźi leżących na trawniku. Szła spokojnym krokiem w stronę swojego samochodu. Nie chciała dać po sobie poznać, że jest przerażona. Co chwilę oglądała się za siebie, upewniając się, że te szelesty to tylko wytwór jej wyobraźni. Gdy zanurzyła rękę w swojej torbie w poszukiwaniu kluczy do samochodu, ktoś uderzył ją w głowę ciężkim przedmiotem. Dziewczyna bezwładnie osunęła się na ziemię.


15 Września 2012 r.
Wiadomość o ponownym zaginięciu Andrei obiegła całe Thornhill w dzień. Wszystkie lokalne gazety o tym trąbiły. Jej przyjaciółki właśnie odwiedzały jej rodzinę, gdy w domu rozległ się donośny dźwięk dzwonka. Pani O'Connor otworzyła drzwi. Nikogo nie było. Na wycieraczce leżała gruba koperta. Podniosła ją. Była zaadresowana do jej rodziny. Ze spokojem wróciła do salonu. Pokazała swojemu mężowi paczuszkę, ten natychmiast kazał jej ją otworzyć. W środku znaleźli plik zdjęć. Pierwsze cztery zdjęcia ukazywały ich córkę, uśmiechniętą szeroko, spędzającą czas ze swoimi znajomymi. To co zobaczyli na kolejnych, wstrząsnęło nimi. Ich córka. Półnaga, martwa. Na jej ciele było mnóstwo siniaków. Pani O'C. wpadła w panikę, natomiast jej mąż nie mógł powstrzymać łez. Dziewczyny załamały się.
-Ona nie żyje! Nasza mała dziewczynka nie żyje! - krzyczała kobieta.

wtorek, 20 sierpnia 2013

dżem dobry :)

Zacznę od przedstawienia się. Nazywam się Alicja, ale przez moje widzimisię na blogach podpisuję się zazwyczaj Alice. Jestem trochę dziwna, nie jestem zbyt towarzyska, ale mam swoją "paczkę". Tworząc mnie, Bóg stwierdził, że przyda mi się tylko moja lewa półkula mózgownicy, a więc nie jestem najmądrzejszą osobą na świecie, ale wyobraźni mam aż nadto. Pisanie opowiadań i innych dupereli, sprawia, że jestem szczęśliwa, więc to robię. Moim ulubionym zajęciem jest oglądanie filmów i seriali (geek), moja mama uważa, że to wręcz uzależnienie. Od kiedy pamiętam nie czytywałam lektur szkolnych, bo były "bez sensu, nudne jak flaki z olejem i  zabierały mi mój cenny czas". To się zmieniło gdy zaczęłam czytać książki dla przyjemności, więc teraz dobrą książką nie pogardzę (lecz wciąż, niektóre lektury są dla mnie bezsensowne). Należę do wielu fandomów, jestem m.in.: Tribute, Potterhead, Gleek, Little Liar, Oncer itd. Moimi ulubionymi zespołami są : Paramore, Florence + The Machine i Simple Plan. Szlag mnie trafił jak Florence była w Polsce na Coke Live, a ja nie mogłam iść!!! No ale mniejsza z tym... Uwielbiam śpiewać, niekoniecznie publicznie, ale za to, kocham grać w przedstawieniach i chciałabym kiedyś zajmować się tym profesjonalnie. Tyle o mnie, teraz o blogu. Pewnego dnia dostałam czegoś w rodzaju natchnienia i stwierdziłam, że fajnie by było napisać sobie bloga inspirowanego czymś na czym się dobrze znam. Moimi ulubionymi serialami. Postanowiłam, że moją inspiracją zostaną Pretty Little Liars & The Lying Game. Jeżeli jesteś fanem któregokolwiek z tych seriali, to zachęcam cię do czytania. Nie obiecuję że ci się spodoba, ale mam taką nadzieję. Nie będę tu spoilerować, więc jeżeli zainteresowało cię to co napisałam (jedno zdanie nie mówiące za dużo o historii...), lub moja osoba (samozachwyt ;D) JESTEŚ MILE WIDZIANY ;)
Jeżeli ktokolwiek dotrwał do końca to jest mi niezmiernie miło.
Alice, aka. freakshow.