Promienie słońca delikatnie tańczyły na twarzy Lane. Spała smacznie, opierając głowę o szybę autobusu. Zbudziły ją lekkie turbulencje. Spojrzała na zegarek. 6:37. W Pittsburghu powinna być koło 8:30, więc pozwoliła sobie na kilkanaście dodatkowych minut snu. W głowie ciągle odtwarzała wczorajszy dzień. Nie mogła uwierzyć w to, co się działo. Czuła się tak, jakby żyła w telenoweli pełnej intryg i tajemnic. Właściwie, to z czystym sercem mogłaby powiedzieć, że niejedna stacja telewizyjna z chęcią kupiłaby od niej prawa do jej życia, aby tylko uwiecznić je na filmie. Myślała o swoim bracie. To był jej pierwszy pocałunek. Żałowała, że to się stało. Wszystko się jeszcze bardziej skomplikowało. Bardziej, niż ona by tego chciała. Zasnęła szybko. Tyle wrażeń, nie koniecznie pozytywnych, sprawiło, że była niesamowicie zmęczona.
***
-Sarah, słonko, obudź się. - wesoły głos obudził dziewczynę. Otworzyła oczy, jej oczom ukazała się mama, trzymająca tacę z jedzeniem. - Śniadanie do łóżka. Zrobiłam naleśniki z jagodami, twoje ulubione.
-Czy ty jesteś normalna? Nie jadłam śniadania w łóżku od kiedy miałam dziesięć lat! - skarciła ją nastolatka - To po pierwsze. A po drugie, nie mam zamiaru jeść naleśników, wiesz ile tam jest kalorii i tłuszczu? - zapytała oburzona.
-Przepraszam skarbie, myślałam, że śniadanie do łóżka w pierwszy dzień w domu, będzie dobrym pomysłem. - odparła cicho mama
-No to chyba się myliłaś... - rzuciła Sarah - A teraz możesz sobie już iść, muszę się przebrać. - powiedziała, po czym wygoniła matkę gestem ręki. Kobieta wyszła zawiedziona.
Dziewczyna wstała i udała się do garderoby, gdzie wybrała jedną z prawie stu sukienek. Dobrała do niej buty, które najbardziej spodobały się jej z około stu pięćdziesięciu par. Na koniec dopasowała dodatki oraz zgarnęła odpowiednią torebkę. Cały zestaw rzuciła na łóżko. Poszła do łazienki wziąć prysznic. Po nim pomalowała się i założyła ubranie. Wyszła z pokoju. Skierowała się do kuchni, gdzie wypiła szklankę wody.
-Wychodzę, może wrócę. - krzyknęła. Wzięła klucze do swojego cabrioleta i zniknęła za drzwiami.
Skyler nieczęsto przebywa w sklepach, lecz jak już to robi, to potrafi tam spędzić godziny. Wybrała się dziś do galerii, z chęcią kupienia jakiejś sukienki, nowej bluzki czy chociażby paru książek. Przeglądając ubrania zauważyła znajomą twarz. Podeszła do niewysokiej brunetki,
-Sarah? - zapytała niepewnie. Dziewczyna odwróciła się i przywitała przyjaciółkę uśmiechem.
-Skyler. Dobrze cię widzieć. - odparła łagodnie.
-Tak myślałam, że to ty. Słyszałam, że wróciłaś... Tak się cieszę!
-Ja również. Powiedz, co tam u ciebie słychać.
-Niewiele... Vanessa przyjeżdża za niedługo do domu. Mam nadzieję, że nie ma zamiaru zostać...
-Dalej jest taką... - Sarah szukała odpowiedniego słowa. - ... wiedźmą? - W odpowiedzi przyjaciółka jedynie kiwnęła twierdząco głową. - No to, mogę jedynie powiedzieć, że mi przykro. - uśmiechnęła się lekko. Nagle rozbrzmiał dźwięk jej komórki. - Przepraszam cię, muszę odebrać. - odparła i odwróciła się od Skyler. - Tak? - odparła do telefonu.
-Sarah? Jestem w Thornhill, możesz jakoś po mnie przyjechać?
-Gdzie jesteś? - zapytała z lekkim oburzeniem.
-Właśnie wysiadłam z autobusu z Pittsburgha... I jestem na dworcu w Thornhill.
-Schowaj się gdzieś... w jakimś kiblu, czy coś. Przez ciebie muszę teraz zmienić wszystkie plany! Dobra, wrócę się do domu po kilka rzeczy i po ciebie przyjadę. Nie ruszaj się stamtąd. - rozkazała i się rozłączyła.
Lane czekała w toalecie na dworcu. Jej wzrok błądził niespokojnie po pomieszczeniu. Po kilkunastu dłużących się minutach w drzwiach pojawiła się Sarah.Gdy siostra ją ujrzała na jej twarzy pojawił się wielki uśmiech.
-Hej. Jak to dobrze cię widzieć... -powiedziała i wyciągnęła ręce w kierunku bliźniaczki.
-Wiesz jak masz teraz przesrane? - zapytała Sarah chłodnym, wyniosłym tonem. - Wybacz, obie mamy! - poprawiła się.
-Przepraszam, ale sprawy w domu się pogorszyły i już nie mogłam... - dziewczyna z trudem powstrzymywała szloch. - Nie mogłam tam zostać...
-Nie płacz... Przepraszam, nie chciałam sprawić ci przykrości. - powiedziała i przytuliła siostrę. - Wszystko będzie dobrze. - mówiła, gładząc jej włosy ręką. - Mam przyjaciela, u którego się zatrzymam podczas szukania naszej matki. Ty będziesz zastępowała mnie w domu.
-Okej. Tylko... Jak się odnajdę w twoim życiu? - zapytała Lane, gdy odsunęła się od Sary, wciąż wycierając oczy rękawem.
-Nie martw się. Dasz radę. A poza tym, mam dla ciebie małą ściągawkę... - powiedziała wyciągając z torebki plik dokumentów. - Tu masz informacje o mojej rodzinie i kilku przyjaciółkach. To powinno pomóc. - uśmiechnęła się delikatnie.
-Dziękuję. Na pewno pomoże.
Bliźniaczki wymieniły się ubraniami. Lane podała siostrze swój bagaż, a ta oddała jej swoją modną torbę z całą zawartością i kluczyki do samochodu.
-Kupię sobie nową komórkę i zadzwonię do ciebie z informacjami. Nie martw się, znam swój numer. - odparła Sarah i podała jej swój telefon.
-Będę za tobą tęsknić. - Lane objęła siostrę. - Nawet nie wiesz jak bardzo...
-Ja za tobą też. Nie martw się, zobaczymy się za kilka miesięcy.
***
Skyler nieczęsto przebywa w sklepach, lecz jak już to robi, to potrafi tam spędzić godziny. Wybrała się dziś do galerii, z chęcią kupienia jakiejś sukienki, nowej bluzki czy chociażby paru książek. Przeglądając ubrania zauważyła znajomą twarz. Podeszła do niewysokiej brunetki,
-Sarah? - zapytała niepewnie. Dziewczyna odwróciła się i przywitała przyjaciółkę uśmiechem.
-Skyler. Dobrze cię widzieć. - odparła łagodnie.
-Tak myślałam, że to ty. Słyszałam, że wróciłaś... Tak się cieszę!
-Ja również. Powiedz, co tam u ciebie słychać.
-Niewiele... Vanessa przyjeżdża za niedługo do domu. Mam nadzieję, że nie ma zamiaru zostać...
-Dalej jest taką... - Sarah szukała odpowiedniego słowa. - ... wiedźmą? - W odpowiedzi przyjaciółka jedynie kiwnęła twierdząco głową. - No to, mogę jedynie powiedzieć, że mi przykro. - uśmiechnęła się lekko. Nagle rozbrzmiał dźwięk jej komórki. - Przepraszam cię, muszę odebrać. - odparła i odwróciła się od Skyler. - Tak? - odparła do telefonu.
-Sarah? Jestem w Thornhill, możesz jakoś po mnie przyjechać?
-Gdzie jesteś? - zapytała z lekkim oburzeniem.
-Właśnie wysiadłam z autobusu z Pittsburgha... I jestem na dworcu w Thornhill.
-Schowaj się gdzieś... w jakimś kiblu, czy coś. Przez ciebie muszę teraz zmienić wszystkie plany! Dobra, wrócę się do domu po kilka rzeczy i po ciebie przyjadę. Nie ruszaj się stamtąd. - rozkazała i się rozłączyła.
***
Lane czekała w toalecie na dworcu. Jej wzrok błądził niespokojnie po pomieszczeniu. Po kilkunastu dłużących się minutach w drzwiach pojawiła się Sarah.Gdy siostra ją ujrzała na jej twarzy pojawił się wielki uśmiech.
-Hej. Jak to dobrze cię widzieć... -powiedziała i wyciągnęła ręce w kierunku bliźniaczki.
-Wiesz jak masz teraz przesrane? - zapytała Sarah chłodnym, wyniosłym tonem. - Wybacz, obie mamy! - poprawiła się.
-Przepraszam, ale sprawy w domu się pogorszyły i już nie mogłam... - dziewczyna z trudem powstrzymywała szloch. - Nie mogłam tam zostać...
-Nie płacz... Przepraszam, nie chciałam sprawić ci przykrości. - powiedziała i przytuliła siostrę. - Wszystko będzie dobrze. - mówiła, gładząc jej włosy ręką. - Mam przyjaciela, u którego się zatrzymam podczas szukania naszej matki. Ty będziesz zastępowała mnie w domu.
-Okej. Tylko... Jak się odnajdę w twoim życiu? - zapytała Lane, gdy odsunęła się od Sary, wciąż wycierając oczy rękawem.
-Nie martw się. Dasz radę. A poza tym, mam dla ciebie małą ściągawkę... - powiedziała wyciągając z torebki plik dokumentów. - Tu masz informacje o mojej rodzinie i kilku przyjaciółkach. To powinno pomóc. - uśmiechnęła się delikatnie.
-Dziękuję. Na pewno pomoże.
***
Bliźniaczki wymieniły się ubraniami. Lane podała siostrze swój bagaż, a ta oddała jej swoją modną torbę z całą zawartością i kluczyki do samochodu.
-Kupię sobie nową komórkę i zadzwonię do ciebie z informacjami. Nie martw się, znam swój numer. - odparła Sarah i podała jej swój telefon.
-Będę za tobą tęsknić. - Lane objęła siostrę. - Nawet nie wiesz jak bardzo...
-Ja za tobą też. Nie martw się, zobaczymy się za kilka miesięcy.